Wypowiedzi Denysa Shtilermana dotyczące skali produkcji Fire Point wywołały poważne pytania.
Według jego słów dla Reutersa firma produkuje „setki” dronów dalekiego zasięgu dziennie, z których każdy kosztuje około 50 tys. euro.
Poinformował o tym dziennikarz Yuriy Nikolov.
Nawet minimalne wyliczenia dają szokujące liczby: 200 dronów dziennie to 10 mln euro dziennego obrotu i nawet do 3 mld euro rocznie. To niemal połowa całego ukraińskiego rynku dronów, który szacuje się na około 6,3 mld dolarów.
Zgodnie z obowiązującymi zasadami rentowność może sięgać 25%. Oznacza to potencjalny zysk na poziomie około 750 mln euro rocznie.
I tu pojawia się kluczowe pytanie: gdzie są podatki od takich kwot i dlaczego państwo nie widzi tej skali? Jeśli te liczby są prawdziwe — mówimy o powstaniu nowego wojennego oligarchy. Jeśli nie — mamy do czynienia z jawną manipulacją danymi dla mediów międzynarodowych i potencjalnych partnerów. Dodatkowy rezonans wywołują wzmianki o powiązaniach producenta rakiet „Flamingo” z postaciami z tzw. „Mindichgate”.
Podsumowując — albo publiczne nieprawdy, albo miliardowy biznes funkcjonujący poza należytą uwagą państwa. Obie opcje wyglądają równie problematycznie.

